Oczami dziecka: wybaczanie

Oczami dziecka: wybaczanie

Dorośli ludzie często nie zdają sobie sprawy, że wiele sytuacji jakich doświadczyli w dzieciństwie, w tak ogromnym stopniu wpłynęło na ich dorosłe życie.

Często urazy i przeżycia we wczesnym okresie życia zostają przez podświadomość zepchnięte głęboko. Trudno jest zauważyć, że to co się dzieje, poglądy jakie się reprezentuję, postawę jaką się przybiera, swoją genezę mają w dzieciństwie.

Dzieci moi mili, mają takie same problemy, stres jak my dorośli. Jednak mało kto o tym myśli, ponieważ często dorosłym wydaje się, że przecież skoro dziecko ma wszystko, czego mu potrzeba, to dlaczego ma mieć jakieś kłopoty, czy okropne przeżycia.

Kłopoty dzieci, dorośli często bagatelizują, trywializują lub po prostu uważają je za śmieszne i nie przywiązują do nich wagi. Ale uwierzcie mi, że te problemy mają taką samą rangę, jak u dorosłych, jedyne co je odróżnia to fakt, że są „dostosowane” niejako do poziomu rozwoju emocjonalnego.

I uwierzcie mi, że waga przeżycia jest taka sama. Śmierć bliskiej osoby, dla osoby dorosłej, jest tak samo traumatycznym przeżyciem jak dla dziecka śmierć jego zwierzątka.

Oczywiście zależy to od wrażliwości i dorosłych i dzieci, ponieważ i dorośli i dzieci w równym stopniu posiadają zdecydowanie rożny stopień wrażliwości, często jej po prostu brak.

Ale wróćmy do wybaczania.

Dawno temu, za górami za lasami …

Te wydarzenia trwale zapisały się w mojej pamięci, miałam wtedy 6 może 7 lat. Pamiętam to jakby to było dziś.

Historia widziana oczami dziecka

 

Otworzyłam oczy i poczułam cudowny zapach choinki, tak – wczoraj przecież była Wigilia. Choinka skrzyła się w promieniach porannego słońca tysiącem iskierek.

Duża choinka zawsze stała w salonie, w którym spotykała się cała rodzina, ale zawsze mniejsza była ustawiana w moim pokoju.

Obok mnie leżał mój przyjaciel, którym był pies rasy Bernardyn i Myszka Miki, którą dostałam wczoraj pod choinkę od siostry mojej mamy. Myszka była szczególna, bo przyjechała do mnie z Disneyland, wraz z moją ukochaną ciocią, która mieszkała w Stanach Zjednoczonych od ośmiu lat.

Ciocia mnie uwielbiała i rozpieszczała do granic możliwości. Sama nie miała dzieci, więc na mnie przelała swoją miłość. Później się dowiedziałam, że chciała mnie ze sobą zabrać, jednak Tata nie pozwolił. 

Wstałam z łóżka. Oj tak – obok stał mój cudowny domek dla lalek, który Dziadek tworzył nocami w swojej pracowni w tajemnicy. Były także mebelki i inne wyposażenie potrzebnie do tego, by lalkom żyło się wygodnie.

Z kuchni dochodziły odgłosy krzątaniny. Dziś miała się odbyć wyborna kolacja świąteczna. Na pewno między innymi dlatego, że wyjątkowo na te święta przyjechała ciocia, wiec gości miało być sporo.

Ubrałam się i postanowiłam pomagać w przygotowaniach, jednak nikt nie chciał mojej pomocy ! Do dziś nie wiem dlaczego ? No ale zostawmy to.

Tak minął cały dzień. Zaczęli przybywać goście. Moje ciocie, wujkowie … Kilka dni wcześniej przyjechała nawet moja Mama, która z zapałem uczestniczyła w przygotowaniach. Gdybym wtedy wiedziała, do czego ten zapał doprowadził nie spuszczałabym jej z oka.

Kolacja gotowa ! – usłyszałam wołanie i pobiegłam do salonu

Na dworze było już ciemno. Choinka migotała światełkami, goście siedzieli przy stole i było pięknie, miło i wesoło.

Aż nagle słowa mojej Cioci !

słowa, które wywołały burzę zdarzeń i które pamiętam do dziś. Słowa, które jak sztylet utkwiły w moim sercu.

Pyszny pasztet ! Czy to z waszych królików ???

To był moment, w którym mój świat się zawalił !

Zerwałam się od stołu i wybiegłam z domu. Na dworze był mróz i mocno padał śnieg.

Przedarłam się przez ogród do pasieki, gdzie mieszkały moje kochane króliczki. W ślad za mną podążał mój przyjaciel Pies.

Tak !

Nie było Leonarda !!! Mojego przyjaciela – białego Leonarda.

Zaczęłam się rozglądać i badać wzrokiem miejsce zbrodni w poszukiwaniu śladów.

Ciała nie było !!!

W jednej sekundzie dotarło do mnie, że zmielone w okrutny sposób ciało mojego przyjaciela spoczywa na świątecznym stole pomiędzy bigosem, a kaczką, która też spoczęła na stole !!!

Po chwili dotarło do mnie, że w pasiece są już prawie wszyscy.

Zabiliście mojego przyjaciela !!! – jedynie to dałam radę z siebie wykrztusić.

Gdy spojrzałam na Mamę, nie mam pojęcia dlaczego objawiła mi się jako monstrualny potwór z siekierą w ręku. W moim sercu rosła nienawiść.

Tak, to był pierwszy cios, który tak dokładnie pamiętam.

Przyjechało pogotowie i zabrało mnie do szpitala. Wylądowałam tam z 40-sto stopniową gorączką i z objawami spazmów histerycznych.

Nikt po prostu nie zdawał sobie sprawy z wagi czynu. Myślę, że to wydarzenie zapisało się na stałe w mojej podświadomości, wiele lat nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo. I myślę, że to jeden z powodów tego, że jestem Veganką.

 

Kocham moją Mamę, bez względu na to w jakim wymiarze obecnie przebywa. I jestem pewna, że jest mi wdzięczna za pomoc, a ja jestem jej wdzięczna za życie. Wiem, że jej postępowanie było niczym innym jak wołaniem o pomoc.

Ps.

Dziadek i Tata podjęli męską decyzję – Nigdy więcej zabijania w naszym domu !

Dziadek dokupił króliczków rasy Angora, które wyczesywałam starannie dostarczając Babci surowca na czapki i sweterki dla mnie.

 

 

 

2 thoughts on “Oczami dziecka: wybaczanie

  1. Gdy miałam 4 latka dostałam psa. To był mały, słodki kundelek. Bawiliśmy się, razem spędzaliśmy każdą chwilę. Było bardzo wesoło. Dwa razy stanął w mojej obronie ! Bronił mnie przed starszymi dziećmi. Sielanka trwała trzy lata. Kiedy zachorowałam, musiałam iść do szpitala. Spędziłam tam miesiąc. Po powrocie do domu, okazało się, że mojego przyjaciela nie ma! Nigdy nie poznałam prawdy. Czy uciekł, czy zabłąkał się, ale strata przyjaciela była potężnym szokiem. Bardzo lubię zwierzęta. Widzę, że wiele zwierzaków lgnie do mnie. Ale , chyba mogę to tak określić, jest we mnie strach. Wiem, że decydując się na posiadanie zwierzątka, biorę odpowiedzialność za nie. Boję się, że gdyby coś mi się stało, to ta mała istotka będzie narażona na pastwę losu. I to spowodowało, że kilka razy znajdując maleńkie kotki, psy- nie umiałam ich przygarnąć. Szukałam zawsze pomocy wśród „silniejszych” ludzi.
    Bardzo , bardzo zgadzam się, że przeżycia w okresie dzieciństwa , mają kolosalne przełożenie na postawę i poglądy w życiu dorosłym.
    Bardzo dokładnie rozumiem, że przyjaciel „przeistoczony” w pasztet, to trauma. Na całe życie….

    1. Aleksandro, jest dokładnie tak, jak napisałaś.
      Też kiedyś miałam lęki z różnych powodów, mam czasami także do dziś. Jednak teraz wiem, że pozbycie się lęku o cokolwiek, to najlepsze co można dla siebie zrobić. Lęk przyciąga to czego się boimy i tworzy się koło zamknięte.
      Oczywiście, że trauma na całe życie, bo chociaż minęło tyle lat, pamiętam wszystko jak dziś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *